I po zlocie 2011

#1
A ja właśnie zaliczyłem pierwszy dzień zlotu... Najpierw nieznany mi samochód siadł mi na ogonie - mimo, że ogólnie starałem się zjechać maksymalnie na bok i tak jechał za mną to się prawie zatrzymałem na poboczu - okazało się, że to był Skolioza w swoim nowym autku :-D. Potem zapoznałem się z Aldkiem twarzą w twarz. Potem czekaliśmy na Yvesa, który pomimo trudów znanych na forum dotarł cały i zdrowy. Nadszedł i czas na szpejkę i wspólne pogawędki o tematyce nie tylko rowerowej :-). No a mi dzień zakończył się nocną wyprawą międzydniową od 23:30 do 00:50 :-D. Nie ma to jak gnać na największym przełożeniu tylko po to by się ogrzać... Ale nie żałuję, choć miło by było już teraz smacznie spać w Brandysówce - nocował tam będę dopiero dzisiaj... Dobranoc :-D
Ostatnio zmieniony 2012-03-06, 21:50 przez dodo1989, łącznie zmieniany 2 razy.

#2
U mnie wielka żałość ze względu na powrót do domu. Za rok zdecydowanie cały weekend (chyba, żeby znowu epidemia w domu). Trasa sobotnia - rewelacja! Atrakcje po drodze genialne :) No i jeszcze klimat na Brandysówce... ehh.. no trudno - dzięki tym, których poznałem - nawet rzucając spojrzeniem tylko przez 2 sekundy :) Fockerowi za przytarganie Judytki i zaglądnięcie do SIDa (jeszcze Cię będę w tej sprawie łapał na PM), staszkowi za wspólne koksowanie, Marcinowi za całokształt.. :) Ja niestety w niedzielę się jednak nie pojawię - epidemia w domu rozwinęła skrzydła, więc czeka mnie interesujący koniec weekendu ;)

#4
Chociaż byłem tylko w sobotę ale było super, Ojciec Dyrektor ma wspaniałą rękę do organizacji.W przyszłym roku stanę na głowie żeby być na cały weekend.No i znów wykręcę najlepszy czas w zawodach:).
Lodzermensch

#5
A właśnie - na trasie zgubiłem pompkę - mała, czarna, gruba jak na pompkę ;) Jakby ktoś odnalazł to będę wdzięczny. Ma na końcu w blokadzie wmontowany adapter na Prestę (szary, plastikowy). Co prawda średnio działa, ale jak dotąd jakoś dawała rady :)

#7
Jako żona Ojca Dyrektora cieszę się że mogłam poznać tyle sympatycznie zakręconych osób; Corrado dziękuję za towarzystwo w punkcie startowym - liczę że nie był to ostatni raz kiedy poleniuchowaliśmy ;-) przy kafie i pifku :-D

Cieszę się że w gronie tuzina chłopów pojawiły się kobitki :mrgreen: ROŚNIEMY W SIŁĘ 8-) Aldkowe dziewczyny jestem pod wrażeniem że przejachałyście taką trasę w iście mistrzowskim stylu!!! Panowie czapki z głów przed dziewczynami 8-)

Pozdrawiam wszystkich gorąco i do zobaczenia :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 2011-06-12, 19:42 przez Kapuza, łącznie zmieniany 1 raz.

#14
nooo.....Mordy wesołe :)
ja też mam kilka fotek, ale tylko kilka bo mam dziadoski aparat i takie też baterie
focie - https://picasaweb.google.com/MrsMoiYves ... kowice2011

pisać mi się nie chce bo brak słów tak fajnie było. niestety zaniemogłem i dzisiaj juz musiałem wracać.
ale za rok to damy czadu! i nocną jazdę też zaliczę :)
pozdro dla skoliozy za organizację i zaangażowanie, miszczostwo po prostu!
i wszystkich, których spotkałem i poznałem na zlocie też pozdrawiam mega gorąco :)
Obrazek

>>KLIKNIJ PO WIĘCEJ!!<<

#19
Ja na Ciebie Qsik liczyłem - chciałem oddać Ci kasę, więc szkoda, że nie przyjechałeś :-).

Poczuwam się do tego by nieco podsumować cały zlot.

Pierwszy dzień (piątek) - jeszcze mało osób, ale dużo przyjemnego, luźnego gadania. Oczywiście głupi byłem i zamiast wcześniej pogadać z Dyrektorem nie zarezerwowałem noclegu, ani też nie byłem kompletnie przygotowany, więc musiałem wracać w nocy. Rozmowa była bardzo interesująca, a jej koniec został odgwizdany ok. 23:30 skutkiem czego powitałem sobotę jadąc na rowerze (mój post zaraz po powrocie w topicu widnieje). Aldek z Dyrektorem sobie już ładnie spali, a ja przemierzałem po ciemku kolejne wsie :-). Perę godzin snu i już trzeba było się pakować na zlot... W końcu obiecałem, że będę wcześniej...

Drugi dzień (sobota) - 8:20, pobudka i szybkie chowanie najpotrzebniejszych rzeczy do plecaka, łańcuch smarem dokładnie obleczony i w drogę! Jechałem z myślą, że los się do mnie uśmiechnie i będę startował jako jeden z ostatnich mając czas na odpoczynek. Dotarłem na miejsce i oczom mym ukazały się nowe twarze, ale było trochę znanych... Staszek z kolegą, Dyrektor, Corrado i Kapuza ze Skolioziątkami :-). Niedługo potem dojechał Focker i oficjalną część czas trzeba było zacząć! Z sypialni wyszedł Yves leniwie się rozciągając - oj ile bym oddał za dodatkową dozę snu... Dyrektor zwołał wszystkich, którzy zaczęli słuchać przepięknej przemowy... Było wszystko tak jak być powinno... Nawet brawa były! Nieco treści - mieliśmy dobrać się w pary i wylosować numer - każdy z nas dostał zestaw nalepek i dwie mapy - jedną z zaznaczoną trasą, a drugą bez... Dzięki zaangażowaniu Kapuzy oficjalna startowa powiększała się... Wspólnie z Yvesem wylosowaliśmy numer 08. No i zaczęło się! Pierwsze odliczanie i szykuje się Aldek ze swoją drużyną... Ja już zacząłem dopieszczać ostatnie szczegóły, gdy kazano już być w gotowości. W końcu team stanął na starcie! Godzina została odnotowana i ruszyliśmy przed siebie... Za Sokolicą skręt w lewo i ten piękny uphill... Na dnie wąwozu widać było szczątki poległych rowerzystów, a myśl o tym, że nie chcemy tak skończyć pomagała mocniej naciskać na pedały. Niedługo potem znaleźliśmy się w centrum Będkowic, gdzie przez chwilę źle pojechaliśmy - całe szczęście szybko się zorientowaliśmy i popruliśmy na jedwabisty downhill - tam gdzie mój rower zaczyna ożywać, a uwydatniają się minusy sztywników... Gdy asfalt się skończył, a zaczęły się dziury zauważyłem Skoliozę, co mi zdjęcia robił - coś krzyczał i machał rękami. Więc mocniej w pedały i zasuwam ile sił - niepotrzebnie. Tam był pierwszy punkt kontrolny! Konrad stał na straży zbocza, a u jego podnóża widniał w żółtej kolorystyce - tandem! Należało zrobić okrążenie po wytyczonym torze i ruszyć dalej. Oj ciężko było, śmiechu też trochę było... W życiu nie jeździliśmy na czymś takim, więc nauka musiała być szybka. Ostatni zakręt i popisowy zjazd ze zbocza w wykonaniu Konrada - to pozostanie w mojej pamięci :-). Po ukończeniu zadania specjalnego pojawił się Aldek, a potem kolega Staszka ze swoim kompanem (skleroza nie boli). Przejechaliśmy przez Wierzchowie i rezerwat Kluczwody. W Zelkowie za zbiornikami pojechaliśmy czerwonym. Nie pamiętam już nawet gdzie to było, ale zatrzymaliśmy się przy drugim checkpoincie. Usłyszałem słowa "punkt kontrolny - ale po co?" i zobaczyłem jak Yves przekracza specjalnie powalone drzewo i posuwa się dalej. Nie długo potem dało się słyszeć krzyki Staszka, Docenta i kampanii pomocniczej przy linach - odwrót i przygotowania do przeprawy linowej. Co lepsze - nie tylko my popełniliśmy ten błąd, ale już było nas więcej do krzyczenia. Cała akcja doczekała się nawet grupki gapiów :-). Potem już całkiem spokojnie pobrnęliśmy dalej przez dolinę Kobylańską... Trzeba było przekraczać nie raz strumyk, a parę turystów przygotowanych na wszystko dostało dzięki mnie darmowy prysznic :-D. Dzięki specyficznemu humorowi Yvesa całą trasę zrobiłem z lekkim sercem. Na drodze prawie pogryzł psa -> biedaczyna uciekała przed nim szczekając :-), a jego okrzyki w dolinie Kobylańskiej pozwalały na miłą przeprawę między przestraszonymi turystami :-D. Ostatni punkt kontrolny był niezwykle tajemniczy - to była czarodziejska chatka. Kto dotknął szpeja schowanego w niej ten w cudowny sposób stawał się własnością dotykającego :-). Na tym skończyliśmy nasz wyścig, gdyż ramie Yvesa dawało już o sobie znać - mogłem jechać ze Staszkiem i Docentem, jednak prawdziwy team pozostaje ze sobą do samego końca! W końcu świętowania czas zacząć! Jedzonko i poczęstunki Yvesa (dzięki!!!), potem ognicho - od łamania gałęzi mam odciski na rękach :-). Co poniektórzy ruszyli jeszcze na nocną jazdę.

Dzisiejszego dnia poszkodowanym stał się Skolioza. Co prawda zdarzenia nie widziałem, ale rana jest - do wesela się zagoi :-). Dużo osób niestety już się wykruszyło, jednak koło 11 po obfitym śniadaniu zaczęła się już mocna grupa, gotowa do wypadu, zbierać. Trasa piękna, pełna uphilli i downhilli. Pełna pogawędek w czasie jazdy. Niestety tylko przewodnik wie, którędy jechaliśmy :-) - sam tej trasy za mocno nie zapamiętałem. Jedno jest pewne - musiałem oszczędzać siły, gdyż czekał mnie jeszcze długi powrót do domu. Pożegnaliśmy się pod Brandysówką zapowiadając się już na przyszły rok. Coraz to kolejny zlot - coraz więcej uczestników. Zobaczymy do czego to w końcu dojdzie :-).

Teraz trochę o organizacji - zaskoczyło mnie, że tak mała liczba osób potrafi ogarnąć to wszystko, całe przygotowania, transport między punktami kontrolnymi. Trasa była cała świetnie oznaczona wielokrotnie ratując nas przed zagubieniem. Tylko ci co byli wiedzą co to jest "śniadanko" w Brandysówce - palce lizać! Co prawda nie skorzystałem z obiadu, ale z opowieści wiem, że też był zacny. Atmosfera bardzo przyjazna... Jestem pewien, że każdy uczestnik stanąłby na głowie, by pomóc w przypadku awarii - ale przecież to są retro maszyny, które potrafią wytrzymać takie wypady, a także dużo, dużo więcej. Przesiadując w całym tym towarzystwie czułem się jakbym był w jednej, wielkiej rodzinie... Nawet Skolioziątka uczestników zaczęły nazywać wujkami i ciotkami :-). Także...

Dziękuję teraz Dyrektorowi za swoje zaangażowanie w ten zlot, Kapuzie za pomoc w organizacji, swojemu kumplowi z teamu, który dodawał mi otuchy, dzięki czemu mimo, że wolniej od niego pokonywałem podjazdy szybciej niż zwykle, a także wszystkim pozostałym, dzięki którym mogłem miło spędzić ten Retro Weekend. WIELKIE DZIĘKI!

#20
Ja bardzo chętnie ale mam do oddania rozdział magisterki do środy i dwa megaważne egzaminy, przez które powtarzam już rok. Stary już się robie, wypadałoby skończyć studia :)

#21
Atmosfera na zlocie fantastyczna... każdy mógł znaleźć coś dla siebie (Skoliozie udało się nawet zażyć kąpieli błotnej :mrgreen:) Było kilka dość wymagających podjazdów (chodzi bardziej o długość), były szybkie zjazdy.... ogólnie super

Udało mi się zrobić parę fotek na których jesteśmy my (głównie z dzisiejszego dnia):
http://www.flickr.com/photos/stasiokacz ... 821441839/

A tutaj trochę naszego sprzętu:
https://picasaweb.google.com/univegakr/ ... sjXoI6RiQE

#22
Ech, zmobilizowałem się aby wreszcie zasiąść przed kompem...

Dziękuję Wam wszystkim razem i każdemu z osobna za tak liczne przybycie! To, oraz Wasze komentarze tu i "na gorąco" na miejscu są dla mnie najlepszym dowodem na to że czas spędzony na organizacji imprezy spożytkowany był właściwie ;-)!

Kłaniam się w pas tym,którzy pomogli całą imprezę poskładać do kupy -bez ich pomocy zlot nie uzyskał by takiego kształtu jaki widzieliście
Maćkowi z firmy Wertykal.pl, który przygotował i zabezpieczył sprzętowo profesjonalną i bezpieczną tyrolkę
Konradowi który czuwał nad Wami zarówno na tandem-trialu jak i na zadaniu linowym
Długiemu, który urzeczywistnił idee tandemu podczas długich wieczorów w warsztacie
El-mo, dzięki któremu możecie ponaklejać zlotowe nalepki na rowery
Rygyemu, za walkę ze zlotową grafiką
Docentowi.net za skołowanie maszynki do laminowania
Kapuzie - za to że nie dość ze to wszytsko toleruje, to jeszcze mi w tym pomaga
Panu Wojtkowi Turlejskiemu z Cyclo Centrum za drobne wspomożenie gadżetami
Panu Marcinowi Rybskiemu z UG Wielka Wieś za dostarczenie mapek

Na zlocie, dzięki przesympatycznemu prezentowi od Corrada oficjalnie stałem się Ojcem Dyrektorem :-)
W uznaniu dla naszych "Hartów Wyścigowych" podaję ich czas przejazdu sobotniej trasy:
2 godziny 16 minut, w co wliczone są: tandem, tyrolka, "szałas obfitości" i laczek na trasie - Maćku, Staszku PIĘKNIE to pojechaliście (ale następnym razem dajcie nam więcej czasu na przemieszczanie się między punktami ;-))

Na koniec drobne "ogłoszenia parafialne":
- znaleźliśmy w betach zlotowych czarne, odpinane nogawki ze spodni - zawinęły się widać przypadkiem ,zatem właściciela proszę o kontakt
- mam jeszcze 2 mapy zlotowe z wrysowaną trasą - jeśli ktoś jest chętny na taką pamiątkę chętnie oddam
- podobnie rzecz się ma z naklejkami zlotowymi - jest ich jeszcze sporo zarówno w wersji przeźroczystej jak i białej
Maćku - mam Twój amortyzator i kilka innych drobiazgów, prawdopodobnie z pompką włącznie

No i to na co czekacie - fotki z aparatu mojego i KAsi (dojdą do tego pewnie jeszcze foty Maćka )
https://picasaweb.google.com/1021978808 ... 0LCl4P74fg
Ostatnio zmieniony 2011-06-13, 09:57 przez skolioza, łącznie zmieniany 1 raz.
RetroMTB na Facebooku

SPRZĘT DO SPRZEDANIA

#24
ogromne DZIEKI Ci za zlot Marcin! zeszlozroczny mozna uznac za pilotazowy (pogoda:/) a 2011 juz w pelnoprawny i super udany (POGODA! mnogosc-nas, nagromadzenie sprzetu na m kw., wszystko!)

2012 bedzie juz chyba mial retransmisje w tv!

dzieki wszystkim


ps. moze w tandemiszczu poprzeczka tylnego/srodkowego "trojkata" (kwadratu?) poprawilaby sztywnosc? jak usiedlismy z Dżonderem to nie mogl utrzymac kierownicy (przy mojej ciezkiej dupce z tylu)
Obrazek

#25
Heh oczywiście się nie zachowałem.. faktycznie - wielkie dzięki również dla Kapuzy za obsługę na miejscu oraz dla Maćka i Konrada za świetne zabezpieczenie tyrolki :) Wczoraj pisałem jeszcze na napędzie i w wirze chorobowym, więc oczywiście coś uciec musiało.

Swoją droga wpadłem wczoraj na pomysł, aby stworzyć tyrolkę do jazdy pod górę przy pomocy pedałowania rowerem :D Choć obawiam się, że skończy się tak jak z poprzednim pomysłem, coby do łódki wrzucić trenażer i za jego pomocą ową łódką poruszać.. :)

#27
YvesMoi pisze:
docent.net pisze: wielkie dzięki również dla Kapuzy za obsługę na miejscu oraz dla Maćka i Konrada za świetne zabezpieczenie tyrolki :)
oczywiście dokładam się do powyższego!!!!!
Ja też!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

#30
zimny pisze: zeszlozroczny mozna uznac za pilotazowy (pogoda:/) a 2011 juz w pelnoprawny i super udany (POGODA! mnogosc-nas, nagromadzenie sprzetu na m kw., wszystko!)

2012 bedzie juz chyba mial retransmisje w tv!

(...)


ps. moze w tandemiszczu poprzeczka tylnego/srodkowego "trojkata" (kwadratu?) poprawilaby sztywnosc? jak usiedlismy z Dżonderem to nie mogl utrzymac kierownicy (przy mojej ciezkiej dupce z tylu)
początki przeważnie są trudne... i tyczy sie to zarówno tandemiszcza jak i zlotu pilotażowego ;-) miejmy nadzieję, że osiągnęliśmy pewien poziom który utrzymamy :-)
RetroMTB na Facebooku

SPRZĘT DO SPRZEDANIA