No i wyjazd się odbył. Oczywiście nie bez przygód.
Najpierw spokojnie Muszyna - Szczawnik i spokojnie do Bacówki nad Wierchomlą
Zdziwiło mnie brak mocnych podjazdów, więc spędziłem chwilę w schronisku
Popedałowałem dalej i zaczęło się ostrzej. Runek i przyszły zjazdy. Wyjeżdżając z lasu zauważyłem wyciąg. To nie mogła być Jaworzyna.... Analiza mapki i już wiedziałem: w dole Słotwiny, a ja kierowałem się na Przełęcz Krzyżową.
Dopiero teraz dotarło do mnie dlaczego na jednym z drzew obok kolorów szlaków był wielki
wykrzyknik namalowany 
zamiast skręcić pociąłem prosto
Nie było wyjścia, albo asfaltem Krynica-Muszyna, albo pójść w zaparte i wjechać na najwyższą górę w okolicy. Więc przez pole do asfaltu w dole i tu już zapytałem o drogę.
"Spychaczówką" wgramoliłem się na Jaworzynę.
Potem to już z górki było, najpierw zielonym, a potem niebieskim rowerowym.
Jutro chyba zakupię maść na odciski - od ciągłego ściskania klamek
Kolejna góra odhaczona

a i jak pisałem rower "służbowy" - jak się kręciło korbą to jakoś jechał....