Postaram się opisać w dużym skrócie nasze trasy.
Sobota 09
Od rana boli mnie ząb

Pogoda bardzo dobra, chociaż w lesie widać ślady całotygodniowych opadów. Około 11 postanowiliśmy przejechać krótką, rozgrzewkową trasę. Pętelka liczyła może z 5 km... Istnieje wiele wariantów przejechania tej trasy. Wybrałem trudniejszy z dość stromym, kamienistym, wilgotnym podjazdem.. niestety moje zwykłe opony nie lubią takich warunków i trzeba było zmienić wariant... w ostateczności zaliczyliśmy pchanie przez podmokłą łąkę, później kawałek podjazdu stokówką, stromy uphill i zjazd, który kiedyś był trudniejszy, ale duża wilgotność utrudniła nam zadanie.
Ból zęba nie dawał wysiedzieć na miejscu więc po południu wybraliśmy się do Szczawy trawersując dość łatwą drogą stokową Kiczorę i Wielki Wierch. Po około godzinie jazdy znaleźliśmy się w przysiółku Polanki pod szczytem Wielkiego Wierchu. Kubie nie spodobała się opcja zjazdu trasą stoku narciarskiego więc musieliśmy znaleźć alternatywę. Trafiliśmy na dość stromą drogę prowadzącą na sam szczyt Wielkiego Wierchu. Z powodu niskich morali postanowiliśmy zboczyć trochę z planowanej trasy. Zjechaliśmy dość stromą, zaniedbaną drogą leśną, która pełniła równocześnie funkcję strumienia. Niżej zaczęło być dość błotniście (w koleinach błocko po piasty). Zjechaliśmy do Szczawy (Łuszczki), skręciliśmy w prawo gdzie za czarnym szlakiem podjechaliśmy na Nową Polanę. Chwila odpoczynku i krótki zjazd do domu.
Niedziela 10
W nocy ząb dał mi w kość. Nie mogłem spać. Nie pomogły nawet 3 ibupromy. W Niedzielę musiałem pojechać do dentysty, a najbliższy był w Krakowie więc zeszło z tym trochę. Dostałem antybiotyk i silne środki przeciwbólowe.
Poniedziałek 11
Dzień przeznaczony na pieszą przechadzkę z bratem (Polana Podskały, Jaworzynka).
Wtorek 12
Około 9 ruszamy w powolnym tempie ku najwyższemu szczytowi Gorców. Założyłem opony na błoto. Podjazd ścieżką rowerową jak zwykle z początku błotnisty. Moja dyspozycja fizyczna ulegała stopniowej poprawie. Po około pół godziny byłem w stanie jechać na 70% powera, co pozwoliło się zmierzyć z podjazdem po Jaworzynie Kamienickiej (nie chcąc się zbytnio forsować zrobiłem 2 przerwy). Szybki bufecik, 2 zdjęcia i jazda dalej. Widok z Hali długiej mnie zmartwił. Zamiast Tatr było widać olbrzymią chmurę burzową, która pokrzyżowała nasze plany. Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną. Niestety chęć uratowania swojego telefonu spowodowała, że Kuba się wywalił robiąc sobie 2 dziurki w nodze. Nie wyglądało to źle ale musiało boleć. Chcieliśmy znaleźć kogoś, kto by to opatrzył w Metysówce, ale niestety nikogo tam nie było (w zeszłym roku mieszkali tam jacyś wolontariusze). Trzeba było wrócić się do schroniska. Ku naszemu zdziwieniu nie było w nim żadnego ratownika. Kubę opatrzył gospodarz schroniska. Z powodu bolącej nogi Kuby i Nadciągającej chmury musieliśmy zrezygnować z planów zdobycia Gorca. Zjechaliśmy żółtym szlakiem na Przełęcz Borek spotykając GOPR-owca wiozącego na quadzie całą rodzinkę oraz prawie cały zarząd GPN rozpisujący przetarg na modernizację całości szlaku. Znajomy leśniczy był zmuszony nas oficjalnie upomnieć (szlak jest wyłączony z ruchu rowerowego). Po krótkiej i wesołej rozmowie gdy inni sobie poszli dalej leśniczy wykreślił mnie z listy w swoim notesiku. Zjazd do samej Przełęczy jest dość techniczny (dużo kamieni w wąskim wąwozie). Później tylko zamknięcie blatu na zjeździe Dol. Kamienicy.
Środa 13
Kontynuując zdobywanie najwyższych szczytów wybieramy się na Mogielice. Nasza trasa jest bardzo zróżnicowana, widokowa. Koło 9 jest ciepło. Po kilkunastu minutach podjazdu jesteśmy spory kawałek nad Przełęczą Przysłop. Po Krótkim zjeździe wjeżdżamy na Przełęcz Przysłopek. Teraz pozostaje nam jeszcze z 30 minut w podjazdu na Jasień. W początkowej fazie jedziemy gliniastym wąwozem z głęboką koleiną po środku… jedyne czego trzeba to w miarę dobra kondycja. Później po ominięciu 2 wielkich kałuż o kolorze zieleni zaczynają się luźne kamienie, nachylenie stopniowo zmniejsza się. Po krótkiej przerwie pod szałasem „Skalne” przejeżdżamy na Krzystonów skąd mamy jeszcze do pokonania dość stromy, techniczny zjazd. Lądujemy przy kapliczce pod Mogielicą. Krótki bufet, podjazd/pchanie i jesteśmy na Stumorgowej. Chwila odpoczynku i wspinaczka pod szczyt. Wizyta na wieży. Temperatura jest już dość wysoka przez co widoki są średnie (nie widać dokładnie nawet Babiej). Zjazd ze szczytu zielonym szlakiem i Jakuba walka z progami. Przy krzyżu partyzanckim w prawo na Bukówkę skąd wracamy wspomnianą wcześniej stokówką wokół Wielkiego Wierchu i Kiczory.
Czwartek i Piątek
Zła pogoda spowodowała że siedzieliśmy w domu.
Sobota 16
Szybki transport do Rabki. Niepewna pogoda sprawia że nie biorę aparatu. Dziś w planie „Turbacz Classic”. Podjazd pod Maciejową okazał się być w dużo gorszej kondycji niż poprzednio. Dużo luźnych kamieni nie pozwoliło mi podjechać. W międzyczasie mijamy 3 kolonie. Ogólnie jest dość wilgotno i chłodno. Widoczność średnia. Zaczyna mnie boleć tyłek (odparzenie). Po pewnym czasie zatrzymujemy się na popas pod schroniskiem na Starych Wierchach… Ledwo udaje się znaleźć wolne miejsce. Dalszy podjazd idzie dość płynnie, nie mamy większych problemów. Podczas ostatniego podjazdu (chyba Rozdziele) zaliczam backflipa (kamień podbija mi przednie koło, tylne zsuwa się do głębokiej koleiny). Całe szczęście że nikt tego nie widział :P. Na Turbaczu ciasno i zimno. Dłuższa chwila w schronisku. Zjazd na Hali Długiej doprowadza Kubę do hipotermi, więc zwiększamy tępo. Po 10 minutach jesteśmy na Jaworzynie Kamienickiej. Zjeżdżamy dość szybko, chociaż jest dużo błota. W efekcie jesteśmy cali brudni.
Niedziela 17
Z powodu niekomfortowego uczucia w okolicach siodełka i wysokiej temperatury wybieramy się na krótką pętelkę Zboczami Mogielicy. Dzisiaj jedzie z nami mój tata.
Galeria z wyjazdu
TUTAJ (właśnie wgrywają się zdjęcia
