siedem, no przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył, że jakakolwiek postkomunistyczne przedsiębiorstwo może konkurować z łeelerami na tarczach i spinerżach. I tu wcale nie o to chodzi.
Wiesz, ile procent zysków taki łeeler (albo czebol, do którego marka łeeler akurat należy) ma ze sprzedaży cudowerów pokazywanych na targach? Dwa, trzy, a może i pół procent? Większość ma z tłuków na turneju albo alivio co najwyżej. I Romet taki właśnie był, i tu by sobie poradził. Ale nie sam.
Rozchodzi się o to, że trzeba to było umiejętnie Rometa bronić i mądrze przehandlować, bo Romet dla Polski był takim samym skarbem, jak Skoda dla Czechów. Myślałeś rower, widziałeś Rometa. I odwrotnie.
A teraz masz chaszcze w Bydgoszczy.
Obserwowałem to całe liberal-mzungu w latach 90., i uwierz, byliśmy jedynym narodem w bloku, którego śmieszył upadek własnych marek i zakładów. To jakiś chocholi taniec był, kompletne szaleństwo.
I o to mi się jeno rozchodzi. Też startowałem na starcie 2, tak przy okazji, ale go potem zdradziłem dla favorita
Pomysł kol. Bereta kupuję w tym sensie, że jak wygram w totka, to mu odpalę rozruchowe na ten interes. Choć muszę lojalnie uprzedzić, że w totka to nie grywam...