Poniedziałek - ekstra. Wybrałem się na jazdę zmierzchem, zimą uwielbiam ten moment tuż przed zapadnięciem całkowitej ciemności. Zrobiłem małe kółko. Cisza, bez wiatru, minus kilka stopni. Ideał.
A we wtorek - klapa chlapa.
Jedyny plus, że da się postawić rower w śniegu bez stopki.

Tak przy okazji, to ten śnieżny konik na ślizzzgawicę jest znakomity, powiem Wam. Niby prosty wideł nie wybacza błędów, ale z drugiej strony, kontra kierownicą jest natychmiastowa. Słowem – da się wynieść tyłek z naprawdę dużych przechybów

Przy okazji moje córki z koleżankami odkryły nowy rodzaj sportu. W jedną stronę połowa grupy zasuwa na biegówkach, druga na rowerach. Z powrotem - zmiana. Kombinacja taka.
Niestety, dziś już po śniegu zostało ino wspomnienie. Wracamy do domu.